Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Dariusz Kopaniak – reformator siatkówki młodzieżowej, część I

Dariusz Kopaniak – reformator siatkówki młodzieżowej, część I

rozgrywki młodzieżowe
fot. archiwum

Dla Dariusza Kopaniaka najważniejsze jest dobro i rozwój siatkówki młodzieżowej w naszym kraju. Współpracował z Wydziałem PZPS ds. Młodzieży, a obecnie o problemach siatkówki młodzieżowej pisze na swoim blogu, a także opowiada w obszernym wywiadzie dla Strefy Siatkówki.

Sporo uwagi poświęca pan siatkówce młodzieżowej. Dlaczego?

 

Dariusz Kopaniak: – Lubię siatkówkę i kawałek życia w niej siedzę. Zależy mi na sukcesach całej polskiej siatkówki. Rozumiem przez to dobre wyniki osiągane przez polskie zespoły klubowe czy reprezentację. Ale nie będzie wiele tych sukcesów, jeśli nie będziemy dbać o podstawę tzw. piramidy, czyli siatkówkę młodzieżową. Na jej dobru zależy mi bardzo…



 

Więc skąd krytyka działań Polskiego Związku Piłki Siatkowej w zakresie szkolenia młodzieży?

 

Chylę czoła przed działaniami poprzedniego prezesa związku, pana Janusza Biesiady oraz obecnego szefa PZPS-u pana Mirosława Przedpełskiego, w zakresie popularyzacji siatkówki. Za to należą się im brawa na stojąco, gdyż tak powinno się do tych spraw podchodzić. Popularność dyscypliny rośnie i bardzo dobrze. Jednak cały czas burzę się, krytykując PZPS, za to, że nie interesuje się sprawami młodzieżowymi. Odnoszę wrażenie, że hamowane są niezbędne przemiany w siatkówce młodzieżowej… Tylko dlaczego..? Bo nie chcą zaufać ludziom pracującym z młodzieżą? Bo stracą kontrolę nad nami? Nie rozumiem tego i nie potrafię pojąć. Stąd moja krytyka, bo wcześniej wszelkie działania blokowała ekipa Biesiady, a po zmianie władz związku, te działania ponownie są zatrzymywane.

 

Pan i Wojciech Szczucki jako pierwsi zaczęli głośno mówić o problemach siatkarskiej młodzieży, czy za wami poszli również inni trenerzy „młodzieżówek”?

 

Nie jako pierwsi i nie jako jedyni. Pretensji było wiele i dużo wcześniej, ale sporo zmieniło się poprzez rozwój Internetu, a przede wszystkim siatkarskich portali internetowych. Nie wszyscy chcą lub mają możliwość głośno się sprzeciwiać, ale napięcie i negatywne opinie o działaniach PZPS są powszechne. Kiedy w 1994r. zakładałem Klub Sportowy Metro moim marzeniem było szkolenie młodego narybku siatkarskiego na wzór MKS MDK Warszawa, z którego się wywodzę i z którego przejąłem styl pracy, dokładając do tego swoją wizję. Już wówczas zauważyłem, że moje ideały funkcjonowania takiego klubu napotykają na bariery, których moim zdaniem być nie powinno. Władze Związku powinny być zainteresowane, aby „siatkarskie źródełka”, bo tak nazywam kluby młodzieżowe, mnożyły się, żeby bardzo dobrze pracowały. Jeżeli te „źródełka” z różnych względów znikają, to ten, który za to wszystko odpowiada powinien być zaniepokojony.

 

Stąd moja krytyka. Nie boję się wyrażać swojego zdania, bo od siatkówki osobiście nic nie chcę. Nie dążę do stanowisk, czy pozycji w tym środowisku. Chcę spokojnie pracować z młodzieżą, ale kiedy widzę, że nie mogę sensownie tego robić, staram się temu jakoś przeciwdziałać. Podobnie postępuje Wojtek (Szczucki – przyp. red.), który przyszedł do Metra jako bardzo młody student. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Kształtując się jako trener równolegle na uczelni i w pracy w Metrze, współtworzył wszystkie sukcesy tego klubu, przesiąkł jego filozofią…

 

Co to za filozofia?

 

Zakładamy, że wynik w kategoriach młodzieżowych dla młodzieży, klubu i trenerów to duża frajda, radość oraz… ważny środek treningowy, kształtujący mentalność i umiejętności młodych sportowców. Ale oprócz tego marzenie trenerów w Metrze jest takie, co wpajałem zawsze chłopakom (trenerom), aby kiedyś usiąść w fotelu, założyć kapcie i obejrzeć finał Igrzysk Olimpijskich, w którym Polacy będą zdobywać medal, a wśród tych zawodników będą te „maluchy”, które się na obozach, na naszych oczach kształtowały. Zakładam, że każdy trener młodzieżowy chciałby dożyć takiego momentu kiedy ogląda finał olimpijski, mając w nim swojego wychowanka. Rywalizacja młodzieżowa daje frajdę, ale na każdych studiach AWF mówi się, że nie szkoli się młodzieży na wynik. W Metrze idzie to równolegle, osiągamy pewne sukcesy ale cały czas myślimy o jednym… o wspomnianych kapciach… Wystarczy spojrzeć na miniony sezon PlusLigi: AZS Częstochowa … Bartman, Wierzbowski, Wrona czy w innych klubach ligowych kolejni metrowcy: Gawryszewski, Kłos, Król, Mikołajczak, Radomski itd. To jest właśnie efekt tej długofalowej filozofii, kiedy najpierw w wieku 10-12 lat szukamy potencjalnego mistrza, a następnie z tego materiału zaczynamy tworzyć zespół i w nim kształtować jednostki dla przyszłości.

 

Pana zdaniem realna jest filozofia warszawskiego Metra, w myśl której szkoli się chłopców po to, aby za kilka, kilkanaście lat zobaczyć ich jak zdobywają olimpijskie złoto?

 

Ta filozofia jest realna. Ona funkcjonuje. Pamiętam kiedy Zbyszek Bartman, jako 10-11 letni chłopiec, bardzo chciał grać w lidze włoskiej, być najlepszym na świecie. W pamięci mam moment, kiedy na posiedzeniu Mazowieckiego Związku Piłki Siatkowej powiedziałem, że mamy w klubie takiego chłopaka, który kiedy dojdzie do wieku seniorskiego, pociągnie polską reprezentację do wielkich sukcesów. Ostatnio pisano, że on się ciągle sprzecza, lubi mieć własne zdanie, ale Zbyszek ma przed oczami tylko jeden cel, spełnienie się jako siatkarz. Udowodnił to wieloma sukcesami. Jestem przekonany, że jeśli dalej będzie dojrzewał i wyczuwał niuanse współpracy z kolegami w zespole, to z tym „Zbyniem” polska reprezentacja może zwojować wiele. Mówię to bez żadnych fałszywych intencji, daj Boże wielu mieć taki siatkarski charakter, jaki ma Bartman.

 

Byłoby mi bardzo miło, gdyby za cztery lata Polacy zdobyli złoto olimpijskie i grałby tam np. Zbyszek lub inni wymienieni wcześniej młodzi siatkarze. Byłaby to ogromna satysfakcja, że przez tyle lat szlifowany diament, rozbłysł w pełnej krasie. Myślę, że doczekamy takiej chwili. Opinia o absolwentach Metra grających obecnie w PlusLidze to głównie wielka satysfakcja dla Wojtka Szczuckiego, który z pozostałymi szkoleniowcami klubu z nimi najwięcej pracował.

 

Kilka lat temu, jeszcze jako prezes Metra współpracował pan ze Związkiem, a dokładnie z Wydziałem ds. Młodzieży…

 

Nigdy nie chciałem być działaczem, zawsze chciałem być trenerem, ale zakładając Metro stałem się organizatorem pracy dla kilku młodych szkoleniowców. Potrzeba działania powstała wtedy, kiedy pracując w Metrze zauważyłem, że centrala polskiej siatkówki, przepisy i systemy, jak również pewne rozwiązania blokują rozwój siatkarskiej młodzieży. Naturalna była moja reakcja, że zgłaszałem takie problemy, a denerwowało mnie to, że nie było odpowiedzi w tej sprawie. Wszystko pozostawało po staremu. Środowisko młodzieżowe kiedy spotykało się na turniejach miało swoje pomysły, lecz niestety nie było miejsca, aby te pomysły zgłosić. Mniej więcej od 2000r. zacząłem lobbować za tym, by powstał „podzwiązek” który zająłby się tylko sprawami młodzieżowymi. Marzyła mi się tętniąca życiem strona internetowa skierowana wyłącznie do młodzieży z wszystkimi informacjami, przepisami, terminami itd. Ówczesny prezes, pan Biesiada widział, że jest szkolenie młodzieży, ale zbyt zajęty organizowaniem Ligi Światowej w ogóle nie zajmował się tym tematem. W końcu zaczęły dochodzić głosy, aby utworzyć Wydział ds Młodzieży. Nagle pojawiło się światełko w tunelu… Zmiana prezesa, który wówczas blokował rozwój siatkówki młodzieżowej. Nowa ekipa w swoich założeniach mówiła, że sprawy młodzieżowe zostaną załatwione. Powstał Wydział ds. Młodzieży, do którego trafiłem, ale po roku „nic nie robienia” zrezygnowałem z członkostwa. Udało mi się jedynie przeforsować zniesienie kooptacji oraz doprowadzić do rozgrywek kadetów OOM granych reprezentacjami województw. Zniesienie kooptacji służyło uzdrowienia rywalizacji w kategoriach młodzieżowych. A reprezentacje województw w OOM, miały na celu pokazanie najlepszych młodych siatkarzy. To było jednak tylko klepnięcie przygotowanych przeze mnie koncepcji, ale była potrzeba opracowywania nowych tematów, ale zabrakło na to zgody.

 

Wszyscy dookoła mówią, że mamy fatalny system rozgrywek młodzieżowych, że on nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Najgorszy w tym wszystkim jest podział terytorialny, który nie ma nic wspólnego z podziałem na regiony sportowe. Jest skostniały, przestarzały, dyskwalifikujący wiele siatkarskich ośrodków, wyrzucając je za tzw. „rozgrywki centralne”. Siatkarski sezon młodzieżowy dla większości klubów w Polsce trwa raptem 3-4 miesiące od października do stycznia. Nie dało się tknąć tego tematu. Wśród delegatów ze „słabszych województw”, które sukcesów w rozgrywkach młodzieżowych mają mniej, wyczuwało się, że nie chcą żadnych zmian. Im na rękę jest, aby zawsze dwa najlepsze zespoły awansowały do rozgrywek centralnych.

 

To przelało czarę goryczy? W końcu złożył pan swoją dymisję…

 

Po ponad roku siedzenia w Wydziale ds. Młodzieży i po kilku rozmowach z prezesem Przedpełskim złożyłem dymisję, podając powody rezygnacji. Nie spotkałem się z żadnym głosem, który mówił abym został i dalej pomagał w kwestii siatkówki młodzieżowej. Dwa lata później brałem jeszcze jako delegat udział w zjeździe sprawozdawczym, gdzie oficjalnie przy wszystkich delegatach opowiedziałem o tym, co skłoniło mnie do rezygnacji. Wówczas dowiedziałem się, że z kierowania wydziałem zrezygnował również jego szef – pan Kisiel, a na stanowisku przewodniczącego zastąpił go pan Kozłowski. Ale teraz rozpoczęła się nowa kadencja i ponownie przewodniczącym jest pan Kisiel, a jego zastępcą pan Kozłowski. Przed ostatnim zjazdem prezes Przedpełski przyznał, że rzecz, która najmniej się Związkowi udała w poprzedniej kadencji, to sprawy młodzieżowe. Dziwne, że nie skojarzył z tym niepowodzeniem „osiągnięć” Wydziału ds. Młodzieży.

 

Wspomniał pan o konieczności wyodrębnienia z PZPS-u, związku zajmującego się tylko i wyłącznie sprawami młodzieży. Dlaczego?

 

Dlatego, że rozgrywki seniorskie, biorąc pod uwagę najważniejszą PlusLigę, to raptem około 120 zawodników u mężczyzn i 120 zawodniczek u pań plus kadrowicze, którzy grają za granicą. Ta „seniorska śmietanka”, którą zajmują się związek, kibice, media to grupa ok. 300 osób. Natomiast w ćwierćfinałach młodzieżowych mistrzostw Polski dziewcząt i chłopców w trzech kategoriach wiekowych startuje 2400 siatkarek i siatkarzy, którymi się nikt nie zajmuje. Wszystko dzieje się samopas. Od lat związek wpisuje w tę samą drabinkę rozgrywek centralnych po dwa zespoły z województwa i wszystko jedzie dalej samo. Zespoły przyjeżdżają na turniej, same za to płacą, a związek mówi łaskawie „fajnie, że jesteście”!

 

Nadal jest pan otwarty na współpracę z władzami PZPS-u? Gdyby była taka możliwość, to czy wróciłby pan do pracy w Wydziale ds. Młodzieży?

 

Zgłaszałem swoją gotowość do kontynuowania pewnych spraw. Nawet na Zjeździe Sprawozdawczym w 2006 roku, kiedy powiedziałem co mnie boli, zostałem zaczepiony przez kilku działaczy zarządu PZPS, którzy dali mi jasny sygnał, że będą działać w ten sposób, aby Wydział po mojej myśli został dalej zmieniony i poprowadzony. Zapytano mnie wówczas, czy zgodziłbym się działać w tym kierunku? Oczywiście! Zgodziłem się mówiąc, że jestem gotów działać, jeśli ktoś uzna, że moje koncepcje mogą się na coś przydać. Od tego momentu nic się nie wydarzyło, a że pewne sprawy mi się nie podobają, to korzystając z wolności słowa, wygłaszam swoje poglądy.

 

Ostatnio w SuperVolley-u ukazał się artykuł zainspirowany moim blogowym wpisem na temat książeczek zdrowia. Zastanowiła mnie wypowiedź obecnego sekretarza generalnego PZPS Bogusława Adamskiego na temat mojej osoby: cytat „ Szczerze mówiąc, nie bardzo interesuje mnie, co ten Pan ma do powiedzenia”. Uśmiechnąłem się czytając te słowa. Tak jakoś mi się skojarzyło, że ten pan był we władzach PZPS i za Biesiady i jest teraz za Przedpełskiego.

 

Czyli można wnioskować, że w Polskim Związku Piłki Siatkowej brakuje dobrej woli?

 

Nie wiem jak to rozumieć. Bo po czterech latach prezes mówi, że z młodzieżą im nie wyszło. Teraz zwołuje się kongres mówiąc, że sprawy młodzieżowe wymagają poważnych napraw. Z powyższego wynika, że ci ludzie mają świadomość, że system siatkówki młodzieżowej nie funkcjonuje najlepiej.

 

Zatem potrzebne są konsultacje ze środowiskiem trenerów młodzieżówek?

 

Moja wizja Wydziału ds Młodzieży była taka: Niech ten wydział generuje pewne pomysły, konsultując projekty w środowisku. Polegałoby to na przedstawieniu kilku wariantów, dyskutując, który z nich będzie najkorzystniejszy. Tymczasem Kongres nie dawał najmniejszych szans na sensowne przedyskutowanie chociaż jednego projektu. Taka masa ludzi, aby w tak krótkim czasie cokolwiek ustaliła..? Uważam, że Wydział ds. Młodzieży powinien generować pomysły zmian w oparciu o sygnały ze środowiska.

 

Był pan obecny na Kongresie Siatkówki Młodzieżowej?

 

Nie. Dowiadując się, że Kongres się odbędzie i po tym jak przeczytałem planowany program, ilość paneli dyskusyjnych, stwierdziłem, że nie ma to najmniejszego sensu. Z góry było wiadomo, że nie będzie tam możliwości, w sensie roboczym, zrobienia czegokolwiek. Łatwo można było się domyślić, że Kongres jest zabiegiem czysto propagandowym na potrzeby PZPS. Chodziło o to, aby zrobić ruch, który medialnie będzie na wiele, wiele miesięcy zamykał usta wszelkiej krytyce. Bo jeśli dzisiaj skrytykujemy PZPS za sprawy młodzieży, to usłyszymy , że właśnie te sprawy zostały poruszone na Kongresie i że Związek właśnie nad nimi pracuje.

 

Pytałem się znajomych, którzy byli obecni na tym Kongresie, jaki jest najbliższy konkret, który PZPS zaakceptuje i wprowadzi. Usłyszałem, że są dwa tematy. Po pierwsze, do obecnego systemu rozgrywek wprowadzi się zapis w myśl, którego trzeci zespół z województwa będzie miał szansę awansu do ćwierćfinałów mistrzostw Polski. Moim zdaniem ciężko będzie przeforsować ten pomysł, gdyż w słabszych województwach, drugie zespoły będą miały mniejsze szanse na dalszy awans. A tutaj w grę wchodzą punkty ministerialne i pieniądze otrzymywane właśnie za te punkty. Po drugie, PZPS ma dofinansować półfinały i finały mistrzostw Polski. Ostatnio podano, że medalistom w kategorii juniorów i kadetów PZPS przyznano gratyfikacje materialne. Rozumiem, że to jest odpowiedź na projekt dofinansowania półfinałów i finałów mistrzostw Polski. Dziwne.

 

Na zakończenie Kongresu ukazało się stanowisko Kongresu napisane w pięciu zdaniach. Ta formułka , poza wyrażeniem uznania, że coś takiego jak Kongres miało miejsce, i że PZPS w ogóle łaskawie zajmie się wnioskami nie zawierała żadnych konkretów. To po co ten Kongres w ogóle się odbył, skoro Kongres cieszy się, że te wnioski będą w ogóle przez PZPS rozpatrywane? Dla mnie to farsa.

 

*Druga część rozmowy z Dariuszem Kopaniakiem już jutro

*Rozmawiał Tomasz Tadrała, Strefa Siatkówki

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved