Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Roberto Santilli: Wierzę w zespół, który stworzyliśmy – cz.1

Roberto Santilli: Wierzę w zespół, który stworzyliśmy – cz.1

Roberto Santilli
fot. archiwum

Roberto Santilli - włoski trener Jastrzębskiego Węgla, wyjechał już na zasłużony odpoczynek do rodzinnego kraju. Przed wyjazdem znalazł chwilę, żeby podsumować niedawno zakończony sezon. Dzisiaj przedstawiamy pierwszą część obszernej i ciekawej rozmowy ze szkoleniowcem jastrzębian.

Panie trenerze, przygotowując się do tej rozmowy, przeczytałam na stronie popularnej internetowej encyklopedii pewne informacje dotyczące siatkówki. Moją uwagę zwróciły słowa dotyczące umiejętności niezbędnych do osiągnięcia sukcesu na parkiecie. Pozwolę je sobie zacytować: „rywalizujące zespoły doskonalą swoje umiejętności w sześciu podstawowych umiejętnościach: zagrywce, przyjęciu, rozegraniu, ataku, bloku oraz obronie.” Brzmi naprawdę nieskomplikowanie. Która zatem z tych „podstawowych umiejętności” miała w przypadku pana zespołu decydujące znaczenie w tym sezonie?

 

To naprawdę trudne pytanie. Nie byłem na to przygotowany (śmiech). Mieliśmy różne etapy w tym sezonie. W pierwszej części sezonu pracowaliśmy mocno nad systemem obrony, to znaczy nad blokiem i defensywą. Myślę, że najważniejsza zmiana dokonała się wraz z dokonaniem zmiany rozgrywającego. Zrobiliśmy krok w stronę systemu gry bardziej ofensywnego. Mam na myśli to, że ta zmiana sprawiła, że nasza gra na skrzydłach stała się bardziej spójna. Pojawiały się mimo wszystko pewne problemy z przyjęciem, zwłaszcza w rywalizacji ze Skrą, bo to jest zespół dysponujący najlepszym serwisem. Była spora luka pomiędzy ich zagrywką a naszym przyjęciem… Nie byliśmy w stanie zrewanżować im się podobną zagrywką. Ale te półfinały to już historia…



 

Bardzo interesująco wypadła lektura pana oceny zespołu przed sezonem po jego zakończeniu… W przypadku niektórych zawodników pana przewidywania sprawdziły się praktycznie w 100%. Sama byłam zaskoczona trafnością pana spostrzeżeń dotyczących zwłaszcza Igora Yudina, Grzegorza Łomacza i Patryka Czarnowskiego. W jaki sposób trener jest w stanie, użyję takiego sformułowania, przewidzieć przyszłość zespołu, z którym pracuje?

 

To znaczy, że moje okulary były naprawdę czyste (śmiech) i mogę przewidywać przyszłość (śmiech). A już na poważnie, to normalne dla trenera, że planuje sobie cały sezon, dokonuje różnych analiz i jest w stanie określić, co może faktycznie osiągnąć zespół. Dla mnie osobiście ten sezon był o wiele lepszy niż poprzedni, bo kiedy przyjechałam tutaj w poprzednim sezonie nie znałem tak specyfiki ligi, większości zawodników. Po prostu tutaj przyjechałem, wszystko było już zorganizowane, więc pierwszym moim zadaniem było zrozumienie sytuacji, którą zastałem na miejscu a dopiero potem, po zaadaptowaniu się do wszystkiego, rozpoczęcie pracy z zespołem. W tym sezonie było już zupełnie inaczej. Miałem już doświadczenie w pracy w tym klubie, mogłem wybrać sobie pewnych zawodników, wpłynąć na wizję zespołu. Poza tym, znając zawodników, znając ten zespół, jestem w stanie w pewnym zakresie określić jak może wyglądać ich rozwój. W mojej filozofii leży właśnie nastawienie na przyszłość, próba określenia tego, co się może stać. Dzięki temu możemy określić, jakie działania musimy powziąć, by osiągnąć zamierzone cele. Taki mam styl pracy.

 

Przed sezonem mieliście założone bardzo ambitne, zdaniem wielu ekspertów nierealistyczne do osiągnięcia, cele. A jednak zdobyliście medal zarówno w rozgrywkach krajowych, jak i europejskim pucharze, porażką okazał się jedynie występ w Pucharze Polski. Czy ogłaszając swoje cele przed tym sezonem naprawdę byliście przekonani, że jesteście w stanie je osiągnąć, czy też może służyło to bardziej zmotywowaniu zawodników…

 

Nie, my wierzymy, że jesteśmy w stanie osiągnąć cele, które sobie założyliśmy. Mamy pomysł na naszą grę i to jest coś takiego, co zaczynamy przygotowywać już na długo przed startem rozgrywek. Zawsze powtarzam zespołowi w sierpniu, gdy zaczynamy przygotowania do sezonu, że to jest inny, nowy rozdział w grze tej drużyny a sam sezon składa się z różnych etapów, a tak naprawdę naszym celem jest to, by na jego zakończenie osiągnąć wartościowy dla klubu rezultat zarówno w lidze, jak i rozgrywkach pucharowych. Robimy, co w naszej mocy, przygotowujemy wszystko z myślą o finale, o zakończeniu rozgrywek sukcesem. Oczywiście, czasami mamy rację, nie pomyliliśmy się w swoich przewidywaniach i można od razu czerpać profity z dobrze podjętej decyzji, ale czasami należy dokonać zmian w drodze do osiągnięcia celu, dokonać pewnych przetasowań, adaptacji, by zrealizować zamierzone cele, ale taki już jest po prostu charakter naszej pracy. Czasami mamy dobry sezon, czasami nie. Tym razem to był naprawdę dobry sezon.

 

Koniec sezonu jest czasem podsumowań. Z pewnością pan również dokonał już takiego swojego prywatnego podsumowania ostatnich miesięcy spędzonych na parkiecie… Które wydarzenie trener Roberto Santilli chciałby jak najszybciej wymazać z pamięci, a o którym chciałby pan nigdy nie zapomnieć?

 

Z pewnością chciałbym zapomnieć o naszej rywalizacji pucharowej z Bełchatowem… chciałbym po prostu o tym zapomnieć… Z pewnością zapamiętam te dwa medale, które wywalczyliśmy. Mogę nawet opowiedzieć taką anegdotę. Rozmawiałem z zawodnikami przed rywalizacją o brąz i powiedziałem im „nie zapominajcie, że możemy mieć dobry albo zły sezon, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo ludzie zapamiętają nas takimi, jakimi byliśmy w ostatnim spotkaniu!”. I tak też się stało. Tłum zgromadzony na hali lodowiska był bardzo szczęśliwy z powodu medalu, bardzo szczęśliwy był zarząd klubu oraz wszyscy zawodnicy. Ostatni mecz w sezonie i medal. Niektórzy zawodnicy mówili mi „trenerze, miałeś rację, bo to, co ludzie będą pamiętać z tego sezonu to właśnie ten ostatni mecz!” (śmiech). Ostatni weekend, entuzjazm, szczęście, te wszystkie emocje, których możesz dostarczyć kibicom… Wracając jeszcze myślami do Challenge Cup… Nasze osiągnięcia w pucharze Challenge to coś naprawdę wspaniałego dla mnie, dla klubu, ale pozostaje ból po przegranym finale… Nie chcę jednak zapominać o całej naszej rywalizacji, bo byłoby to sporym błędem. Po porażce rozmawiałem z zawodnikami i powiedziałem im, że to najgorsze, co mogło się stać i może dla kogoś to najgorsze, co mogło się stać w karierze, w całym życiu, przegrać w taki sposób finał, po paśmie sukcesów w rozgrywkach, naszej dominacji… Mieliśmy uczucie, że dla każdego z nas to była naprawdę wielka szansa, dla zawodników, dla klubu… Rozmawiałem z zawodnikami i powiedziałem, że wszystko rozumiem, wiem, dlaczego są tacy smutni, rozczarowani… Powiedziałem chłopakom, że czuję dokładnie to samo, co oni… Mogę powiedzieć, że to uczucie pozostaje w każdej komórce ciała, że damy ujście temu krzykowi wtedy, kiedy następnym razem będziemy grać w finale… Nie musimy zapominać o tym, co osiągnęliśmy, dokąd doszliśmy, powinniśmy zapamiętać, jak dobrze się nam razem pracowało, wszystkie dobre chwile spędzone razem, by dotrzeć do tego finału. Nie musimy zapominać o tym, co zrobiliśmy dobrze i wciąż jestem dumny z tego, co zrobiliśmy, by powalczyć w tym finale. Czasami osiągasz szczyt, a potem z niego spadasz i musisz pamiętać, jak udało ci się tam dostać, aby zrobić duży, naprawdę duży krok naprzód i być w stanie utrzymać się na topie, nadal pokonywać zespoły takie jak Sisley Treviso. Jestem naprawdę bardzo dumny z mojego zespołu. Myślę, że uda nam się udać to przesłanie aż do gry w następnym finale. Mimo wszystko, to był naprawdę nasz sukces….

 

Przed rozpoczęciem tego sezonu, powszechne były komentarze, że dokonaliście tak wielu przetasowań kadrowych, że ten sezon w całości trzeba będzie poświęcić na zgranie zawodników, a nie na marsz po trofea… Tymczasem od czasów pamiętnego zwycięstwa z Treviso wygrywaliście praktycznie wszystko. Jedynie Skra miała patent na wygrywanie z wami…

 

Mogę powiedzieć, że jest koncepcja, były na ten temat prowadzone już pewne rozmowy z zarządem klubu, że nie powinniśmy popełniać tej pomyłki i rozstawać się ze zbyt wieloma zawodnikami… Nie wiem, czy będę trenerem tego zespołu w przyszłym sezonie, będziemy na ten temat w klubie prowadzić rozmowy, ale moim zdaniem powinniśmy obrać przeciwną strategię i starać się utrzymać ten zespół… Po pierwsze, dlatego, że to grupa dobrych chłopaków. Po drugie, to zespół składający się z zawodników, którzy naprawdę czerpią radość ze wspólnej pracy, oni naprawdę mają frajdę z pracy w tym zespole, mają tego samego ducha gry i to jest wspaniałe… To także ważne dla klubu, ponieważ trudniej zarządza się ludźmi, którzy po prostu przechodzą z klubu do klubu rok po roku. Do zbudowania dobrego zespołu potrzebni są młodzi zawodnicy i też moim zdaniem zmiany w tym zakresie nie powinny być zbyt radykalne. Naprawdę wierzę w ten zespół, który stworzyliśmy w tym sezonie.

 

Już jutro druga część rozmowy z trenerem.

 

6 maja 2009

*Rozmawiała Ewa Staszewska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved