Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Podsumowanie sezonu Resovii Rzeszów – „Nareszcie medal”

Podsumowanie sezonu Resovii Rzeszów – „Nareszcie medal”

x - [stare] Resovia Rzeszów
fot. archiwum

Po latach posuchy do Rzeszowa nareszcie zawitały medale. Recepta Resovii na sukces? Trochę podobna do recepty Skry Bełchatów, ale jak widać skuteczna. Konstelacja gwiazd plus trener z dużymi sukcesami plus duże pieniądze równa się srebrny medal w sezonie 2008/09.

W zeszłym roku do Rzeszowa sprowadzono Ihosvany Hernandeza , Pawła Papke , Ivana Ilicia , Aleksandra Mitrovicia czy Krzysztofa Ignaczaka . Resovia miała być „czarnym koniem rozgrywek” ówczesnej PLS. Po zakończeniu sezonu wszyscy zgodnie podkreślali, że czują niedosyt. Były wielkie zapowiedzi, był budżet, były gwiazdy, a skończyło się na skromnym piątym miejscu.

 

Działacze rzeszowskiego klubu mając na uwadze, to co stało się w poprzednim sezonie, rozpoczęli gruntowną przebudowę drużyny. Należy podkreślić, że mieli komfortową sytuację. Dysponując drugim co do wielkości budżetem w PlusLidze, mogli pozwolić sobie na zbudowanie konstelacji gwiazd w stolicy Podkarpacia.



 

Tymczasem z rzeszowską drużyną pożegnali się Karel Kvaśnicka (AZS Politechnika Warszawska), Piotr Gabrych (MKS MOS Będzin), Dawid Gunia (AZS Częstochowa), a także Tomasz Józefacki (AZS Olsztyn). Karierę zakończył Tomasz Kozłowski. Na dobry początek natomiast do Rzeszowa przybyła częstochowska kolonia w postaci Krzysztofa Gierczyńskiego , Marcina Wiki oraz Pawła Woickiego . Trio reprezentantów Polski, a zarazem olimpijczyków z Pekinu, związało się z Resovią na dwa sezony. Atak został wzmocniony młodą, fińską siłą, sprowadzoną z tureckiego Bozkurt Belediyesi. Reprezentant Finlandii, Mikko Oivanen podpisał umowę na trzy lata. Z Jadaru Radom ściągnięto Bartosza Gawryszewskiego . Z warszawskiej kuźni talentów czyli z MOS Wola Warszawa sprowadzono 19-letniego atakującego Patryka Strzeżeka , który był można powiedzieć inwestycją w przyszłość rzeszowskiego klubu. Wisienką na torcie polityki transferowej Resovii było podpisanie dwuletniego z kontraktu z serbskim trenerem, Ljubo Travicą , który w poprzednim sezonie wraz z Tonno Callipo Vibo Valentią awansował do włoskiej ekstraklasy.

 

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że po takich wzmocnieniach Resovia nie miała prawa zakończyć tego sezonu bez medalu. Oczywiście sport lubi płatać figle, a jego piękno polega na tym, że zespół mógł po raz trzeci zakończyć sezon na piątym miejscu. A Apetyty w Rzeszowie były duże: medal mistrzostw Polski, Puchar Polski, jak najlepszy występ w europejskich pucharach. Należy przyznać, ze duże były też atuty zespołu: bardzo wyrównany skład, szeroka ławka rezerwowych plus trener z „włoskiej szkoły”. Drużyna zgodnie typowana przez wszystkich do strefy medalowej.

 

Czas na „dotarcie”

 

Zaczęło się od lekkiego rozczarowania. Resoviacy przywitali nowy sezon porażką w pięciu setach na własnym parkiecie z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle. W grze zespołu widoczny był brak zgrania oraz falująca forma. Zawodnicy jednakże zapewniali, że dobre wyniki są jedynie kwestią czasu. Już na początku osłabienie na środku – urazu kolana doznał Kubańczyk Ihosvany Hernandez i musiał poddać się zabiegowi artroskopii. W drugiej kolejce rzeszowski zespół udał się do Bydgoszczy. Tam oczekiwano od nich zdecydowanego zwycięstwa nad typowaną jedynie do walki o utrzymanie się Delectą. Podopieczni Ljubo Travicy postawili na mocną zagrywkę, dodatkowo sprawę znacznie ułatwiły im liczne błędy gospodarzy i całe widowisko zakończyło się szybkim 3:0 dla gości. Kolejny występ w roli faworyta to starcie z Jadarem Radom. Po raz kolejny spodziewano się, że „pójdzie” szybko, łatwo i przyjemnie. Tymczasem już w pierwszym secie niespodzianka. Radomianie stawiali skuteczny opór, walka trwała do ostatniej piłki, szczęście jednak było po stronie Resovii, która rozstrzygnęła tę partię na swoja korzyść 27:25. W drugiej odsłonie inicjatywa ponownie leżała w rękach gości, rzeszowianie popełniali wiele błędów i nie radzili sobie z atakiem. Gospodarze przebudzili się dopiero w końcówce, próbkę swoich możliwości pokazał Mikko Oivanen . Dzięki fińskiej sile rzeszowianie zwyciężyli do 22. Trzeci akt był już tylko formalnością. Zdecydowana przewaga Resovii i wygrana 25:16. Kolejne trzy punkty to efekt wizyty w stolicy. Ponowne zwycięstwo z serii: „Wygrali, ale nie zachwycili”. W pierwszej partii gospodarze skwapliwie wykorzystali nie najlepszą, pełną błędów grę rzeszowian i byli już bliscy zwycięstwa. Swój zespól z opresji wybawił znakomitymi zagrywkami Marcin Wika i 1:0 dla Resovii. W drugiej partii przyjmujący gości ponownie dał wspaniały występ w polu zagrywki, pozbawiając „Inżynierów” nadziei i wiary na wygranego seta. W trzeciej partii akademicy zmobilizowali siły i wypracowali kilkupunktową przewagę, którą skutecznie utrzymywali aż do kolejnej serii groźnych zagrywek Wiki. Politechnika nie zamierzała się poddawać, lecz szczęście stało po stronie gości i walka na przewagi zakończyła się wygraną Resovii. Ljubo Travica w wywiadach mocno podkreślał, iż liczy się przede wszystkim wynik. Ponadto dodawał, że zespół nie zaprezentował jeszcze pełni swoich możliwości. Warto podkreślić, że Resoviacy mieli wyjątkowo korzystny terminarz gier, bowiem ich czas „docierania się” wypadł akurat na pojedynki z drużynami teoretycznie z niższej półki i można było tylko narzekać na styl gry zespołu, nie zaś na stratę punktów.

 

Pojedynki z „górną półką”…

 

…czyli maraton z drużynami mogącymi stanąć Resovii Rzeszów na drodze do medalu w fazie play-off. Na pierwszy ogień gwiazdy przeciwko gwiazdom czyli pojedynek ze Skrą Bełchatów. Zastanawiano się czy w tym meczu nie spotykają się przyszli finaliści PlusLigi 2008/09. Rzeszowscy kibice oczekiwali, że wreszcie ich pupile pokażą, na co naprawdę ich stać. Zawiedli się. Dwa pierwsze sety przyzwoite w wykonaniu rzeszowian, jednak cały czas widać było, kto jest drużyną lepszą. Trzeci natomiast pokazał przepaść, jaka obecnie dzieli oba zespoły. W grze Resovii mnożyły się błędy, prawie niewidoczny był również blok. Mikko Oivanen bardzo mizernie wyglądał przy świetnie dysponowanym Mariuszu Wlazłym . Po stracie punktów ze Skrą, porażka w tie-breaku ze średnio radząca sobie dotychczas AZS Częstochową. Porażka zdecydowanie na własne życzenie, bowiem podopieczni Ljubo Travicy mieli dużą szansę, by wywieźć spod Jasnej Góry komplet punktów. Gospodarze zdecydowanie lepiej grali zagrywka. Obie drużyny prezentowały nierówną formę. Resoviacy zwyciężyli w pierwszym secie do 18, by w następnym przegrać do 15. Wyrównana walka rozpoczęła się dopiero w czwartej partii. Goście nie wykorzystali trzech piłek meczowych i w myśl zasady, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, tego seta, dzięki mocnej zagrywce, wygrali akademicy. W tie-breaku duet Zbigniew Bartman &Smilen Mlyakow zapewnił częstochowianom zwycięstwo 15:11. Po porażce zewsząd rozlegały się głosy niezadowolenia. Resovia zajmowała wówczas czwartą pozycję w tabeli. Obaj trenerzy nawoływali do cierpliwości i niezmiennie zapewniali, że wysoka forma nadejdzie we właściwym czasie. Humory poprawiły się nieco po wygranej z olsztyńskim AZS-em. W pierwszym secie toczyła się zacięta walka, a o zwycięstwie akademików rozstrzygnęła mocna zagrywka. Jednak w kolejnych trzech partiach to Resovia nadawała ton grze. Skuteczna gra w bloku oraz obronie, a także wysoka dyspozycja Pawła Papke i Aleksandra Mitrovica pozwoliły rzeszowskiemu zespołowi dopisać do swego dorobku trzy punkty. Kolejny przystanek w „maratonie” z silnymi rywalami to pojedynek z Jastrzębskim Węglem. Tym razem rzeszowianie „potknęli się” jedynie w drugim secie. Nie kończone ataki Resovii oraz szczelne bloki zawodników Roberto Santilli’ego umożliwiły gospodarzom zwycięstwo 25:19. W pozostałych setach Resoviacy pokazywali naprawdę dobrą grę: skuteczny atak, szczelne bloki i w miarę dokładne przyjęcie. Po zwycięstwach z akademikami z Olsztyna oraz z Jastrzębskim Węglem, Resovia awansowała na trzecie miejsce w tabeli i wreszcie zaczęto mówić o końcu „docierania się drużyny”. Na zakończenie pierwszej rundy na Podpromiu złożył wizytę beniaminek. I znowu „wygrali, ale nie zachwycili”. Resovia była osłabiona brakiem kontuzjowanych Michała Kaczmarka oraz Bartosza Gawryszewskiego , również Ihosvany Hernandez nie doszedł jeszcze do siebie po kontuzji. Trener Travica postanowił dać szansę zawodnikom, którzy do tej pory na boisku pojawiali się tylko na zmianach. Mecz nie stał na najwyższym poziomie, ekipa Trefla ułatwiała gospodarzom zadanie, popełniając sporo błędów. W trzeciej partii Resovię dotknął „syndrom trzeciego seta”. Konsekwencją złego przyjęcia były problemy w ataku. W efekcie rzeszowianie musieli uznać wyższość Trefla do 19. W czwartej odsłonie Resoviacy zrehabilitowali się, wzmocnili zagrywkę, w ataku znakomicie spisywał się Mitrović i set padł łupem rzeszowian do 21. Zwycięstwo z gdańszczanami umocniło zespół Ljubo Travicy na trzecim miejscu w tabeli. W I rundzie serbski trener mocno rotował składem i, z wyjątkiem Krzysztofa Ignaczaka , żaden zawodnik nie mógł być pewny miejsca w pierwszej szóstce.

 

Zaczyna się prawdziwe granie

 

Rzeszowski szkoleniowiec wielokrotnie podkreślał, że „prawdziwe granie” zacznie się dopiero od rundy rewanżowej. Dla Resovii nie zaczęło się ono najlepiej. W starciu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle nie mieli zbyt wiele do powiedzenia i stosunkowo łatwo przegrali 0:3. Samopoczucie miał poprawić pojedynek z Delectą Bydgoszcz, w którym spodziewano się kompletu punktów. W pierwszym secie wszystko szło zgodnie z planem, w drugim bydgoszczanie poczęli stawiać opór, ale ostatecznie walkę na przewagi na swoją korzyść rozstrzygnęła drużyna z Rzeszowa. Wydawało się, że mecz skończy się w trzecim secie, jednak siatkarze Delecty wcale nie mieli zamiaru się poddawać. Zespoły zmieniały się na prowadzeniu, w końcówce błędy rzeszowian dały zwycięstwo gościom. W czwartym secie gospodarze wypracowali, wydawałoby się bezpieczną przewagę, jednak skuteczne ataki Delecty zapewniły jej szansę w tie-breaku. Mimo nie najlepszego początku Resovia potrafiła zebrać siły i zwyciężyć 15:11. Wygrana na koncie, ale niedosyt pozostał. W meczu w Radomiu miało być lepiej, już nie tak nerwowo i z większa koncentracją. Nie było. Powtórzyła się historia z poprzedniego pojedynku, podopieczni Ljubo Travicy prowadzili już 2:0, by w kolejnych setach zmarnować uzyskaną przewagę. Niewątpliwie Jadarowi pomógł fakt, iż w trzecim secie kontuzji doznał Krzysztof Ignaczak . Na pozycji libero zastąpił go Aleksandar Mitrović , który nie najlepiej radził sobie w tej roli. W tie-breaku trwała zacięta bitwa, jednak w końcówce znakomite zagrywki Resovii oraz błędy Jadaru przychyliły szalę zwycięstwa na korzyść gości. Po raz kolejny podniosły się głosy niezadowolenia. Rzeszowianie, co prawda pozostawali na trzecim miejscu, lecz ich styl gry pozostawiał wiele do życzenia. Ekipa z Podpromia zrehabilitowała się w wygranym 3:0 pojedynku z AZS Politechniką Warszawską. Mecz ten toczył się całkowicie pod dyktando Resoviaków. Kolejne starcie to powtórka z rozrywki z poprzedniej rundy czyli zdecydowana porażka ze Skrą Bełchatów. Nie było to zaskoczeniem, w szeregach Resovii migotała jednakże nadzieja, że zdołają urwać bodajże seta absolutnemu faworytowi PlusLigi. Nic z tego. Rzeszowianie odstawali od przeciwników praktycznie we wszystkich elementach gry. Wzrastały emocje, bowiem zaczynały się mecze decydujące o pozycji danego zespołu nam koniec sezonu zasadniczego. Pierwsi „pod nóż” poszli akademicy z Częstochowy. Spodziewano się zaciętego, długiego pojedynku, jednakże podopiecznym Radosława Panasa sił do walki starczyło jedynie na jednego seta. Kolejne partie rzeszowianie łatwo rozstrzygnęli na swoją korzyść. Podniesieni tym zwycięstwem na duchu, w dobrych nastrojach, zawodnicy Resovii udali się do Olsztyna. Tam, dzięki mocnym zagrywkom, zwyciężyli w pierwszym secie, a za sprawą licznych błędów i wysokiej dyspozycji Tomasza Józefackiego w ataku, ponieśli porażkę w drugim. W następnych dwóch aktach, w końcówkach więcej zimnej krwi okazywali podopieczni Ljubo Travicy i to okazało kluczem do zainkasowania kolejnego kompletu punktów. Dalej w kolejce był Jastrzębski Węgiel. Pojedynek z sąsiadami z tabeli nazywano meczem o przysłowiowe "6 punktów", bowiem zwyciężając, Resovia zapewniłaby sobie trzecie miejsce po sezonie zasadniczym. Od początku wrzała walka punkt za punkt, jednak zagrywka rzeszowian w pierwszym, błędy jastrzębian w drugim secie przypieczętowały zwycięstwo gospodarzy. Trzecia partia toczyła się całkowicie pod dyktando Resoviaków i po zakończeniu meczu ekipa Ljubo Travicy mogła cieszyć się z pewnego miejsca w pierwszej trójce po sezonie zasadniczym. Na deser zespół z Podkarpacia wybrał się z wizytą do Gdańska, by dopisać do swego dorobku kolejny komplet oczek. Gdańszczanie podjęli walkę tylko w drugim secie, gra na przewagi zakończyła się zwycięstwem rywali. W pozostałych setach Resovia zdecydowanie dominowała. Bilans sezonu zasadniczego: z zadowoleniem przyjęte trzecie miejsce i wielkie nadzieje przed rundą play-off.

 

Forma przyszła w odpowiednim czasie

 

W fazie play-off okazało się, że szkoleniowcy i zawodnicy Resovii mieli rację – forma przyszła, kiedy najbardziej była potrzebna czyli w fazie play-off. Jako pierwsi na drodze do triumfów rzeszowian stanęli wicemistrzowie Polski. W pierwszym spotkaniu Resoviacy, za sprawą błędów własnych oraz mocnych zagrywek akademików, skapitulowali w pierwszym secie. Nie pozwolili sobie jednak na nic więcej. Znakomita gra w bloku oraz wysoka skuteczność w ataku przyniosły efekt w postaci zwycięstwa 3:1. W drugim pojedynku po drugim secie było 1:1 i zapowiadały się wielkie emocje. Drużyny zmieniały się na prowadzeniu, kibice byli świadkami pasjonującej walki, z której, po raz kolejny głównie dzięki zagrywce, obronną ręką wyszli rzeszowianie. Gdy rywalizacja przeniosła się pod Jasną Górę, nie było już tak łatwo. W trzecim spotkaniu skuteczne bloki częstochowian i błędy własne Resovii zaowocowały prowadzeniem gospodarzy 2:0. W kolejnym dwóch setach zespoły „zamieniły się miejscami”. Teraz to rzeszowianie grali koncertowo, a gospodarze, mimo dużych wysiłków, nie potrafili zniwelować strat. W tie-breaku toczyła się zacięta walka, ale spokój i doświadczenie rzeszowian dały im awans do półfinału.

 

Tam czekał znacznie trudniejszy rywal, a co gorsza rywal, którego Resovia w tym sezonie nie zdołała jeszcze pokonać czyli ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizacja zaczęła się źle, bowiem podopieczni Ljubo Travicy nie w pierwszym spotkaniu zdołali ugrać nawet seta. W drugim natomiast zaprezentowali się o wiele lepiej. W ataku brylował Mikko Oivanen . Szczelny blok oraz trudna zagrywka pozwoliły Resovii objąć prowadzenie 2:0. W kolejnych dwóch setach nastąpiło „przebudzenie” ZAKSY, która ani na chwilę nie oddawała prowadzenia. W pełnym emocji tie-breaku rzeszowianie długo utrzymywali kilkupunktową przewagę, jednak skuteczne ataki oraz prawidłowa praca bloku kędzierzynian przyniosły wyrównanie. W ostatniej akcji efektowny blok zagwarantował gościom zwycięstwo 15:13. Trzecie spotkanie, rozgrywane już na Podpromiu, nie zaczęło się dobrze dla gospodarzy. Kędzierzynianie „przycisnęli” rywali zagrywką i wypracowali sporą przewagę. Resovia rzuciła się do ataku i doprowadziła do remisu, jednak inicjatywa cały czas pozostawała w rękach ZAKSY, która w pierwszym secie zwyciężyła do 22. Potem było już tylko gorzej dla gości. „Mikko Oivanen show” w ataku oraz mocna zagrywka pozwoliły gospodarzom rozstrzygnąć następne sety na swą korzyść i ostatecznie zwyciężyć 3:1. W czwartym meczu po niezwykle emocjonującej walce remis 2:2. Rzeszowianie byli już o krok od upragnionego awansu. Jednak czteropunktowa przewaga ZAKSY nie wróżyła najlepiej. Skuteczna gra Oivanena w ataku oraz punktowy blok doprowadziły do remisu. Kolejne dwa skuteczne bloki w wykonaniu rzeszowian i Resovia w finale!

 

Większość ekspertów czy kibiców pytanych o przyszłego mistrza zdecydowanie wskazywała na bełchatowian. Jednak spodziewano się, że Resovia zdoła stawić większy opór. Tymczasem rzeszowianie jak równy z równym walczyli tylko w pierwszego pojedynku, w pierwszym secie oraz przez połowę drugiego. W pozostałych dominowała Skra i do Rzeszowa przybyła z dwoma zwycięstwami w zapasie. W trzecim meczu rozpoczęło się od prowadzenia mistrzów Polski 1:0. Skuteczna gra Resovii w ataku i bloku oraz błędy Skry dały gospodarzom pierwszego wygranego seta w pojedynku z zespołem z Bełchatowa w tym sezonie. W trzeciej odsłonie Resoviacy chcieli iść za ciosem i zespoły toczyły jeszcze wyrównaną walkę, jednak w końcówce skuteczne ataki Skry oraz błędy rzeszowian dały zwycięstwo podopiecznym Daniela Castellaniego . Czwarty set toczył się całkowicie pod dyktando bełchatowian. Co prawda Resovia zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski czyli osiągnęła cel postawiony sztabowi oraz zawodnikom przed sezonem. Jednakże walka Resoviaków o złoty medal pozostawiła uczucie dużego niedosytu i żalu, że zwycięstwa Skrze przyszły tak łatwo i szybko. Na pocieszenie pozostał „urwany set” oraz rzecz jasna srebrny medal, gwarantujący udział w Lidze Mistrzów.

 

Puchar Polski i europejskie puchary

 

Udział w rozgrywkach Pucharu Polski podopieczni Ljubo Travicy rozpoczęli od ćwierćfinałowych potyczek z Jadarem Radom. Obyło się bez sensacji dwukrotnie zwyciężyli 3:0. Zarówno w pierwszym jak i w drugim meczu radomianie podjęli walkę tylko w jednym secie, jednak doświadczenie rzeszowian pozwoliło im zwyciężać w trudnych momentach. Niestety, w finałowym turnieju w Kielcach Resovia, mająca wielką ochotę zdobyć Puchar Polski i zawczasu zapewnić sobie udział w rozgrywkach europejskiej elity, natrafiła na bełchatowską Skrę. Mistrzowie Polski bez większego wysiłku ograli przeciwników z Rzeszowa. Co prawda w drugiej partii Resoviacy przez większą część seta utrzymywali prowadzenie, jednak popełnili zbyt dużo błędów własnych, następnie do akcji wkroczył Mariusz Wlazły i nadzieje na zwycięstwo rozwiały się. Do trzeciego aktu Resovia przystąpiła bez wiary w to, ze można jeszcze coś zmienić. Właśnie taki obraz gry utrzymał się do końca spotkania.

 

Europejskie puchary? Nasuwa się jedno słowo: klęska. Czwarta drużyna Challenge Cup poprzedniego sezonu, występ w tegorocznych rozgrywkach rozpoczęła i zakończyła równocześnie w II rundzie. Na drodze do przynajmniej awansu do Final Four stanął Metallurg Żłobin. W pierwszym meczu na Białorusi rzeszowskie gwiazdy wypadły fatalnie i przegrały 0:3. Co prawda przed własna publicznością zespół zrehabilitował się i zwyciężył w trzech setach, jednak problemy z atakiem i spora ilość błędów własnych uniemożliwiły postawienie „kropki nad i” i zwycięstwo w „złotym secie”.

 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. W kolejnym sezonie Resovia śmiało może zapowiadać pokrzyżowanie mistrzowskich planów konstelacji bełchatowskich gwiazd. Przed siatkarzami z Podkarpacia także występy w Lidze Mistrzów. Działacze z Rzeszowa dalej wzmacniają skład. Sprowadzono już 26-letniego Białorusina, Aleha Akhrema , który gra na pozycji przyjmującego oraz brazylijskiego rozgrywającego Rafaela Redwitza . Czy zatem w następnym sezonie Skra Bełchatów zostanie pozbawiona tronu przez budującą coraz mocniejszy zespół Resovię?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved