Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Podsumowanie sezonu Jastrzębskiego Węgla

PlusLiga: Podsumowanie sezonu Jastrzębskiego Węgla

x - [stare] Jastrzębski Węgiel
fot. archiwum

Jastrzębski Węgiel od kilku sezonów nie wypada ze ścisłej czołówki ligowej. Podobnie było w tym sezonie, a brązowy medal z pewnością dał wiele radości i satysfakcji zawodnikom, działaczom i kibicom.

PlusLiga

Po sezonie 2007/2008 w zespole z Jastrzębia nastąpiło kilka zmian na istotnych pozycjach. Na rozegraniu Nikolaja Ivanowa zastąpił Holender Nico Freriks . Odejście do Skry Bełchatów Dawida Murka działacze powetowali sobie zakontraktowaniem Australijczyka – Benjamina Hardy’ego , a gwiazdą jastrzębskiego zespołu miał zostać francuski przyjmujący – Guillaume Samica . Tych dwóch zawodników na przyjęciu wspierać miał Sebastian Pęcherz, a jego kolega z Radomia – Adam Nowik zakontraktowany został jako trzeci środkowy bloku. Nowik zajął miejsce drugiego Bułgara – Evgenia Ivanowa , który zdecydował się zamienić Polskę na Iran. Do Gorzowa wypożyczono Michała Kamińskiego , zatem jako zmiennik Roberta Prygla miał występować ściągnięty z upadłego Płomienia Sosnowiec Marcin Grygiel . W zespole z Szerokiej po odejściu Dawida Murka musiała nastąpić też zmiana kapitana – „szefem” drużyny został Robert Prygiel.

 



W okresie przygotowawczym jastrzębianie rozegrali szereg gier kontrolnych. Spotkali się m.in. z reprezentacją Czech, wzięli też udział w turnieju w Krośnie, gdzie zmierzyli się z Politechniką Warszawską, Lokomotivem Charkov oraz z Resovią Rzeszów. Do wyników tych spotkań trenerzy nie przywiązywali jednak większej wagi, służyć one miały przede wszystkim zgraniu zespołu. Stąd nikt nie bolał nad porażkami z Politechniką, czy z Lokomotivem. Jastrzębianie wystąpili również w Memoriale Leszka Kuśnierczyka w Zdzieszowicach. Zakończyli imprezę zwycięsko, pokonując Trefla Gdańsk, ZAKSĘ Kędzierzyn–Koźle i Resovię Rzeszów. Tuż przed rozpoczęciem sezonu podopieczni trenera Santillego spotkali się jeszcze w towarzyskich meczach ze Skrą Bełchatów, z wicemistrzami Niemiec – SCC Berlin oraz z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Wszystkie te przygotowania miały na celu jedno – jak najlepiej scalić i ułożyć zespół przed właściwymi rozgrywkami.

 

Otwarcie PlusLigi odbyło się w Jastrzębiu, po raz pierwszy od trzech lat. Na Szerokiej gospodarze podejmowali bydgoską Delectę. Po dość zaciętym spotkaniu (pierwszy set wygrany przez JW do 37!) kibice mogli się cieszyć pierwszym zwycięstwem swoich ulubieńców. Wynik 3:1 był dobrym przetarciem przed kolejnymi meczami, które jastrzębianie rozegrali z potencjalnie słabszymi drużynami. Podopieczni trenera Santillego nie mieli problemów z pokonaniem w Radomiu Jadaru, ale już w spotkaniu z Politechniką Warszawską musieli się sporo natrudzić, żeby po pięciosetowym boju pokonać akademików. Szybko okazało się, jak ważną postacią będzie dla JW francuski nabytek. Samica pokazał się w tych spotkaniach z bardzo dobrej strony, co mogło pozytywnie rokować na dalszą część długiego i trudnego sezonu.

 

Po meczach z „dołem” tabeli przyszedł czas na pojedynek gigantów. W czwartej kolejce jastrzębianie wybrali się do Bełchatowa, gdzie po zaciętej walce pokonali gospodarzy 3:2. Skra zagrała co prawda bez swojej głównej „armaty” – Mariusza Wlazłego zastąpił Jakub Jarosz , nie zmienia to faktu, iż spotkanie to po raz kolejny pokazało, że zespół z Szerokiej lubi i umie grać z mistrzem Polski.

 

Jednak szybko głowy zawodników Jastrzębskiego Węgla zostały schłodzone. W dwóch następnych kolejkach musieli pogodzić się z dwiema porażkami. Najpierw na własnym parkiecie ulegli odmłodzonemu AZS Częstochowa (2:3), a tydzień później nie sprostali borykającemu się z trudnościami finansowymi AZS Olsztyn (1:3). Podopieczni trenera Santillego popełniali wiele niewymuszonych błędów, które rzutowały mocno na obraz i skuteczność gry. Włoch szukał na bieżąco rozwiązań, dokonywał licznych zmian, ale nie zdołał ułożyć klocków na tyle, żeby uniknąć porażek. Okazja do odbudowania się nadeszła dla jastrzębian bardzo szybko. Podejmując u siebie Trefl Gdańsk nie wykazali ani krzty gościnności i odprawili gdańszczan w przysłowiową godzinę w prysznicem. Robert Prygiel i Nico Freriks wystąpili w rolach głównych i pokazali beniaminkowi, jak powinna wyglądać gra w siatkówkę. Ale chyba szybko o tym zapomnieli, bo już tydzień później nie potrafili przeciwstawić się rzeszowskiej sile ognia i musieli uznać wyższość Resovii (1:3). To, co wystarczyło na Trefla, nie mogło wystarczyć na podopiecznych trenera Travicy . Jastrzębianie grali zbyt prosto, czego konsekwencją była nieudana walka z rzeszowskim blokiem.

 

Gdy kibice zaczęli już szukać przyczyn „falowania” swojej drużyny, ich ulubieńcy sprawili małą niespodziankę, wygrywając w Kędzierzynie-Koźlu z liderem tabeli – miejscową ZAKSĄ (3:1). Kluczem do zwycięstwa był tym razem blok – zawodnicy Jastrzębskiego Węgla aż 17 razy zatrzymali kędzierzyńskich atakujących. W szeregach gości znakomicie spisywał się Samica, który odebrał kolejną w tym sezonie statuetkę MVP. Opromienieni tym sukcesem jastrzębianie ze spokojem udali się do Bydgoszczy na pierwszy mecz rundy rewanżowej. Tam jednak wpisali się w ‘kolejkę cudów” i po tie-breaku niespodziewanie ulegli Delekcie. W dużej mierze przyczyniła się do tej porażki słaba skuteczność jastrzębskich skrzydeł. Tak Hardy, jak i Prygiel nie potrafili się przebić przez blok i obronę gospodarzy.

 

Okazało się, że to nie koniec sinusoidy. Po łatwej wygranej nad Radomiem (3:0), gdzie zawodnicy Jastrzębskiego Węgla nie pozwolili ugrać przeciwnikom nawet dwudziestu punktów w secie, przyszło kolejne rozczarowanie. Powrót z Warszawy bez punktu był zaskoczeniem dla wszystkich, a jastrzębianie nie ukrywali, że porażka 1:3 wynikała tak z bardzo dobrej postawy akademików, jak i z ich słabszej dyspozycji, szczególnie w polu zagrywki. Na dobre rozpoczęło się szukanie przyczyn takiego stanu rzeczy, pojawiły się pogłoski o nie najlepszych stosunkach na linii trener – niektórzy zawodnicy, ale te szybko były dementowane przez samych zainteresowanych.

 

Najlepszą odpowiedzią dla wszystkich miały być kolejne spotkania. Udany rewanż z częstochowskimi akademikami pozytywnie nastroił jastrzębskich graczy. Po zwycięstwie w Częstochowie 3:1, podopieczni trenera Santillego poszli za ciosem – na własnym parkiecie zwyciężyli łatwo i bezboleśnie AZS Olsztyn 3:0. Wyjazd do Gdańska również usatysfakcjonował kibiców „trójkolorowych”. Beniaminek na własnym terenie pokazał się co prawda z nieco lepszej strony niż w Jastrzębiu, ale goście pozwolili wyrwać sobie tylko jedną partię. Ponownie jednak wygrana z Treflem nie dała jastrzębianom „kopa” przed meczem z Resovią, a szczęścia nie przyniósł im nawet św. Walenty. Na Podpromiu, mimo dwóch zaciętych końcówek setów, ostatecznie drużyna z Szerokiej uległa gospodarzom 0:3. Być może ta niestabilność Jastrzębskiego Węgla wynikała z łączenia gry w lidze z występami w pucharach europejskich, ale zawodnicy nie chcieli się tym usprawiedliwiać i przystąpili do dwóch ostatnich spotkań rundy zasadniczej z dużą determinacją. Wystarczyło jej jednak tylko na mecz z ZAKSĄ. Jako jedynym w lidze udało się jastrzębianom dwukrotnie pokonać zespół Krzysztofa Stelmacha , co, jak się miało później okazać, dobrze rokowało na play-offy. Nie wyszedł za to Jastrzębskiemu finisz ligi. W przełożonym spotkaniu 13 kolejki gospodarze ulegli Skrze Bełchatów 0:3. Wynik nie oddawał jednak zaciętej walki, jaką oba zespoły stoczyły w każdym z setów. Ostatecznie jastrzębianie zajęli czwarte miejsce po rundzie zasadniczej, co stawiało na ich drodze do medali najpierw AZS Olsztyn, a później obrońców mistrzowskiego tytułu.

 

Trójmecz z akademikami z Warmii i Mazur nie przyniósł spodziewanych emocji. Osłabieni brakami kadrowymi i finansowymi olsztynianie nie byli w stanie przeciwstawić się zmobilizowanej drużynie Jastrzębskiego Węgla. Tylko w ostatnim spotkaniu zespół Mariusza Sordyla rzucił się do walki, ale w tie-breaku musiał uznać wyższość gości z Szerokiej, których grą w tej fazie rozgrywek kierował młody rozgrywający Grzegorz Łomacz . Awansując do „czwórki”, jastrzębianie zapewnili sobie grę w pucharach europejskich oraz pewność, że nie pogorszą swojej pozycji sprzed roku.

 

O półfinałowej potyczce ze Skrą zawodnicy z Jastrzębia będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Obwołani jedynym zespołem mającym patent na mistrzów Polski, zdołali ugrać w trzech spotkaniach zaledwie dwa sety, choć trzeba przyznać, że momentami oglądaliśmy piękną walkę obu drużyn. Znamienne jest jednak, że najgoręcej komentowanym momentem półfinałów było zamieszanie wynikłe w trakcie drugiego meczu w Bełchatowie, a związane z kontrowersyjną decyzją sędziego. Gdy emocje już opadły, trenerzy Jastrzębskiego Węgla przyznali, że to ich błąd zapoczątkował całą „aferę”, ale niesmak pozostał i kładł się cieniem na końcówce ligowych zmagań.

 

Jastrzębianom pozostawała zatem walka o brązowe medale, a po drugiej stronie siatki stanęli zawodnicy ZAKSY Kędzierzyn–Koźle. Podopieczni Krzysztofa Stelmacha przeszli jak burza przez fazę zasadniczą, ale to właśnie zespół z Szerokiej był tym, który jako jedyny dwukrotnie zdołał pokonać rewelację rozgrywek. Tę dobrą passę zawodnicy Jastrzębskiego Węgla utrzymali również w najważniejszych spotkaniach sezonu. W decydujących meczach brylowali w jastrzębskich szeregach Igor Yudin i Guillaume Samica, mocnym punktem zespołu był też, powołany do kadry narodowej, Grzegorz Łomacz. W głównej mierze dzięki tym graczom jastrzębianie wywieźli z Kędzierzyna jedno cenne zwycięstwo, a na swoim terenie dwa razy wygrali z ZAKSĄ i mogli cieszyć się z brązowych medali mistrzostw Polski.

 

Europejskie puchary

 

Zawodnicy Jastrzębskiego Węgla, zespołu który zajął w poprzednich rozgrywkach czwarte miejsce, przystąpili jesienią 2008 roku do rozgrywek Pucharu CEV. Na pierwszy ogień przyszło się jastrzębianom zmierzyć z greckim Olympiakosem Pireus. Do Pireusu Polacy dotarli z przygodami, mgła pokrzyżowała im plany, ale na miejscu zaprezentowali się całkiem nieźle. Zabrakło co prawda szczęścia w tie-breaku, ale zaliczka dwóch wygranych setów na gorącym greckim parkiecie pozwalała z optymizmem czekać na rewanż. Ostatecznie jednak jastrzębianie musieli uznać wyższość Ivana Miljkovica i jego kolegów. Porażka na własnym boisku 1:3 wyeliminowała podopiecznych Roberto Santillego z rozgrywek o Puchar CEV.

 

Jako nagroda pocieszenia miała im wystarczyć walka w Challenge Cup. Nagrodę tę zawodnicy Jastrzębskiego Węgla wykorzystali znakomicie, mimo iż początek rozgrywek na to nie wskazywał. Na otwarcie swojej przygody jastrzębianie wymęczyli zwycięstwo 3:2 na własnej hali nad portugalskim A.J. Fonte Bastardo. Gospodarze grali nierówno, a ich liczne błędy własne pozwoliły Portugalczykom ugrać dwie partie. W rewanżu jednak Robert Prygiel i spółka zwarli szeregi, i po łatwym zwycięstwie 3:0 to polski zespół cieszył się z awansu do kolejnej rundy, gdzie trafili na ukraiński Lokomotiv Kijów. Pierwsze spotkanie, u siebie, jastrzębianie rozstrzygnęli na swoją korzyść w trzech setach, a jedyną trudnością wynikającą z tego meczu, była kontuzja „Samika”. Na szczęście brak Francuza nie wpłynął na postawę jego kolegów w Kijowie, Jastrzębski Węgiel wygrał 3:1 i awansował do ćwierćfinału Challenge Cup.

 

Tam czekał już na nich Sisley Treviso, który wcześniej wyeliminował AZS Olsztyn. Los chciał, że spotkania z Sisleyem stały się niejako tradycją… Również w poprzednim sezonie jastrzębianie zmierzyli się z ikoną włoskiej siatkówki, wtedy Treviso przeszło do dalszych gier. Tym razem to Roberto Santilli miał triumfować nad swoim przyjacielem, tak dobrze znanym w Jastrzębiu Tomaso Totolo , który od dwóch sezonów jest drugim trenerem Sisleya. Popularny „Totolotek”, jak zwykle witany owacyjnie przez jastrzębskich kibiców, zdołał wygrać ze swoim zespołem 3:2 w hali Jastor. Jednak w Treviso gospodarze byli bezradni wobec znakomicie grających zmienników, których trener Santilli wyznaczył do walki. Grzegorz Łomacz i Igor Yudin widać tak bardzo zaskoczyli zawodników Sisleya, że ci nawet nie obejrzeli się, gdy było już 3:1 dla Jastrzębskiego Węgla.

 

Awans do turnieju finałowego w Izmirze był niewątpliwym sukcesem polskiego zespołu, ale jastrzębianie nie zamierzali na tym poprzestawać. Półfinałowe spotkanie z rumuńskim Tomisem Constanta przyniosło kibicom wiele emocji, szczególnie w drugim secie, który zakończył się wynikiem 35:33 dla Jastrzębskiego Węgla. Zwycięstwo w całym meczu 3:1 sprawiło, że w Izmirze miało dojść do „polskiego” finału, gdyż obok jastrzębian w finałowej rozgrywce zagrał Arkas Izmir z byłym kapitanem reprezentacji Polski, Piotrem Gruszką, w swoich szeregach. Jak powiedział Gruszka , sentymentów być nie mogło. Ostatecznie jastrzębianie ulegli Turkom w tie-breaku, mimo iż w czwartej partii byli bliscy rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść. Pozostał na pewno lekki niedosyt, ale drugie miejsce wywalczone w Izmirze na pewno można zaliczyć do sukcesów śląskiego klubu.

 

Puchar Polski

 

Te rozgrywki przyniosły kibicom z Jastrzębia sporo emocji, ale na końcu czekało spore rozczarowanie. Swoje pierwsze mecze zawodnicy z Szerokiej rozegrali z BBTS Bielsko–Biała. Pierwszoligowy zespół Grzegorza Wagnera nie miał w tych pojedynkach właściwie nic do powiedzenia. Dwa łatwe zwycięstwa 3:0 dawały jastrzębianom awans do kolejnej rundy, a tam, w walce o „być albo nie być” w turnieju finałowym, podopieczni Roberto Santillego zmierzyli się ze Skrą Bełchatów. Tą samą, którą rok wcześniej wyeliminowali z walki o puchar… Tym razem mistrzowie Polski nie zamierzali jednak pozwolić odebrać sobie tej szansy. W Bełchatowie Skra pewnie wygrała 3:0, co dawało jej poważną zaliczkę przed rewanżem w Jastrzębiu – na Szerokiej wystarczyło wygrać jedną partię. Jastrzębianie zaś musieliby zwyciężyć bez straty seta, aby mieć jeszcze nadzieję na awans do kieleckiego turnieju. Gospodarze rozegrali na swoim parkiecie dobre spotkanie, ale zwycięstwo 3:2 nie mogło ich satysfakcjonować. Skra wygrywając pierwszego seta 26:24 zapewniła sobie udział w półfinale, a Jastrzębski Węgiel tym meczem pożegnał się z Pucharem Polski.

 

 

Sezon 2008/2009 jastrzębianie zakończyli sukcesem. Pozostał co prawda niedosyt po pucharze Polski, ale trzecie miejsce w kraju i drugie miejsce w Challenge Cup może cieszyć ludzi związanych ze śląskim klubem.

 

Co dalej z Jastrzębskim Węglem? Słychać głosy o problemach Jastrzębskiej Spółki Węglowej, z drugiej strony pojawiają się kolejne plotki o ewentualnych transferach. Zmiany z pewnością nastąpią, ale ile ich będzie i jakie? Na odpowiedź na to pytanie trzeba jeszcze poczekać…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved