Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ORLEN Liga > Podsumowanie sezonu: Gwardia Wrocław – sukces beniaminka

Podsumowanie sezonu: Gwardia Wrocław – sukces beniaminka

Gwardia Wrocław
fot. archiwum

Po roku nieobecności Gwardia Wrocław powróciła do ekstraklasy. Miała pozostać tam dłużej niż jeden sezon. Niewielu jednak spodziewało się po skromnie wyglądającej „na papierze” drużynie, sukcesu w postaci szóstego miejsca.

Po trzech zwycięstwach nad Wisłą Kraków zespół i kibice mogli świętować powrót do stolicy Dolnego Śląska najlepszej siatkówki w wydaniu krajowym. Następnym krokiem było zmontowanie ekipy, której podstawowym zadaniem było utrzymanie się w PlusLidze Kobiet, a jak dopisze szczęście i forma, to walka o wyższe miejsca. Tutaj od razu napotkano na przeszkody. Z klubem rozstało się kilka podstawowych zawodniczek. Marta Solipiwko , która wybrała Słowację, a konkretnie Doprastav Bratysławę. Ewelina Toborek po roku wypożyczenia po wróciła do Calisii Kalisz. Gwardia nie przedłużyła również kontraktu z przyjmującą Joanną Koprowską . Na spektakularne transfery nie pozwalał skromny budżet, notabene jeden z najniższych w lidze. Niestety wrocławski beniaminek mógł tylko pomarzyć o pieniądzach swego męskiego odpowiednika, Trefla Gdańsk, budującego zespół gwiazd i głoszącego szumne zapowiedzi o zwojowaniu PlusLigi. Na dobry początek zatrzymano we Wrocławiu podporę drużyny Katarzynę Mroczkowską , jedną z najzdolniejszych środkowych młodego pokolenia Zuzannę Efimienko oraz rozgrywającą Małgorzatę Kupisz . Następnie szeregi zespołu z Dolnego Śląska zasiliły dwie przyjmujące: Marta Czerwińska , która poprzedni sezon spędziła w Dąbrowie Górniczej oraz przybyła z AZS-u Poznań Aleksandra Kruk . Kontrakt z Gwardią podpisała również zdolna wychowanka klubu (tradycja!), środkowa Aleksandra Szafraniec . Gdy wydawało się, że wrocławski zespół będzie miał solidne podstawy do walki jak równy z równym z większością drużyn z ekstraklasy, nieoczekiwanie na transfer do Muszynianki Fakro Muszyna zdecydowała się Joanna Kaczor , zawodniczka, na której miał opierać się atak wrocławskiej drużyny. Tym samym klub został bez atakującej, a co gorsza bez perspektywy zakupu innej, bowiem w tym momencie wszystkie krajowe siatkarki na tej pozycji były już „zakontraktowane”. Pozostawały poszukiwania za granicą bądź, co było najbardziej prawdopodobne, przesunięcie na tą pozycję innej zawodniczki. W pewnym momencie pojawiły się pogłoski o przejściu z Mielca Iwony Niedźwieckiej , jednak skończyło się tylko na słowach.

 

Oczekuję od moich zawodniczek przede wszystkim wielkiego zaangażowania i ogromnej walki, walki do końca w każdym spotkaniu – podkreślał z naciskiem trener Rafał Błaszczyk przed rozpoczęciem sezonu. Czy to wystarczy w starciu z mocnymi składami rywali? Do rozgrywek PlusLigi Kobiet anno domini 2008/09 Gwardia Wrocław przystępowała z krótką ławką rezerwowych, bez wielkich nazwisk i bez klasowej atakującej. Na atak została przesunięta Agnieszka Starzyk . „Na papierze” przyszłość nie wyglądała różowo…



 

Jaki początek taki koniec?

 

Można powiedzieć, ze powiedzenie to się sprawdziło. Na inaugurację walki w ekstraklasie pojedynek Dawida z Goliatem czyli wizyta mistrzyń z Muszyny w skromnych progach beniaminka. Gwardzistki pokazały próbkę gry, jaką prezentowały w dalszej części sezonu, zwłaszcza w starciach ze zdecydowanymi faworytami. W hali Orbita zapachniało sensacją, bowiem gospodynie zwyciężyły na przewagi w pierwszym secie i przez połowę drugiego stawiały podopiecznym Bogdana Serwińskiego skuteczny opór. Niestety dalsza część meczu to brutalna rzeczywistość: brak dokładnego przyjęcia, nie kończone ataki oraz błędy wrocławskiego zespołu i w efekcie porażka 1:3. Następny mecz przyniósł pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie. Pojedynek z Gedanią Żukowo niemal przez cały czas toczył się pod dyktando wrocławianek. Gedanistki zerwały się do walki w połowie drugiego seta, na próżno jednak i komplet punktów pozostał w stolicy Dolnego Śląska. Radość z wygranej przyćmiła poważna kontuzja Agnieszki Starzyk . Po przeprowadzeniu badań okazało się, że potrzebna jest operacja i wrocławska zawodniczka sezon już może spisać na straty. Na atak ze środka przesunięta została Katarzyna Mroczkowska . W trzeciej kolejce Gwardia udała się do Piły, by sprawić tam jedną z największych sensacji rozgrywek. Podopieczne trenera Błaszczyka pokonały, mające wyraźnie zły dzień, wicemistrzynie Polski 3:1. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość wrocławiankom, które pokazały skuteczną grę, szczególnie w kontrach, zagrywce i na przyjęciu. Niespodziewane zwycięstwo nastrajało optymistycznie przed kolejnymi pojedynkami i sugerowało, ze może idą lepsze czasy dla skazywanego na pożarcie beniaminka.

 

Mistrzynie pierwszych setów

 

Nie nadeszły. Wyniki następnych spotkań brutalnie ściągnęły Gwardzistki na ziemię. Fatalną passę zapoczątkowała porażka z Centrostalem Bydgoszcz. Zespół ze stolicy Dolnego Śląska zdołał zwyciężyć w pierwszym secie, lecz na tym koniec pozytywów. W kolejnych trzech partiach wrocławianki popełniały liczne błędy, a konsekwencją słabego przyjęcia był równie nieskuteczny atak. Jeszcze gorzej było z zespołem z Kalisza. Wyżej notowana Gwardia miała duże szanse na zwycięstwo. Na szansach się skończyło. W pierwszej odsłonie zawodniczki trenera Błaszczyka, prowadząc 23:19, miały zwycięstwo praktycznie w kieszeni. Straciły je na własne życzenie, po festiwalu błędów. Dwa pozostałe sety to problemy z atakiem oraz przyjęciem. Boleśnie dawał się we znaki brak rezerwowych, zdolnych wejść w trakcie gry na boisko i zmienić coś w grze drużyny. Ponadto Gwardia to jeden z najmłodszych zespołów w lidze i trudnych sytuacjach w zespole brakowało doświadczenia. Ciąg dalszy serii porażek to mecz ze Stalą Mielec przed własną publicznością. W pierwszym akcie wrocławianki zagrały modelowo i powaliły rywalki na kolana do 12. Taki wynik wzbudził nadzieję na koniec czarnej serii. Nic z tego. Po pięciosetowej walce gospodynie musiały uznać wyższość Stali.

 

Sądzę, że mój zespół nie jest jeszcze przygotowany, by wygrywać – mówił po porażce z Mielcem trener Rafał Błaszczyk. Pytanie kiedy będzie?

 

Kolejna przegrana to wyprawa do Bielska-Białej. Tu akurat mało kto spodziewał się punktów, bowiem „dream team” Igora Prielożnego wciąż pozostawał niepokonany i zwycięstwo nad faworytkami ligi byłoby sensacją bodajże większą niż historyczny triumf nad Piłą. Gwardzistki jednak postarały się o przyjemną niespodziankę i urwały bielszczankom seta. Oczywiście pierwszego. Wygrane w pierwszych partiach meczu stawało się powoli „nową, świecką tradycją” we wrocławskim zespole. Następne dwa mecze to pojedynki z drużynami z Białegostoku i Dąbrową Górniczą, z których wrocławianki wyniosły jeden punkt po przegranym w tie-breaku meczu z białostockimi akademiczkami. Na koniec pierwszej część rundy zasadniczej porażka na wyjeździe z Dąbrową Górniczą. Sytuacja zespołu była dosyć trudna. Gwardia zajmowała siódme miejsce, jednak od dziewiątej Calisii dzielił ją jedynie lepszy stosunek setów. Sześć porażek z rzędu. Zapowiadała się trudna druga część sezonu.

 

Nie ma wzmocnień, radźcie sobie same

 

Wrocławski zespół nadal snuł zamiary wzmocnienia drużyny. Ale na zamiarach koniec. Na testach we Wrocławiu przebywała Ukrainka Ana Salowiowa , jednak uznano, że jest zbyt droga, ponadto nie znalazła uznania w oczach trenera. Podobno prowadzono również rozmowy dotyczące wypożyczenia z Farmutilu Piła Joanny Frąckowiak . Żaden z tych transferów nie doszedł do skutku. Przed końcem roku do Wrocławia przybyły dwie nowe zawodniczki. Rozgrywająca Małgorzata Kupisz zaszła w ciążę i klub musiał ściągnąć zmienniczkę dla Marty Haładyn . Na tę pozycję „zakontraktowano” Ewę Chrostek-Wajdę . Do drużyny dołączyła również nienowa w zespole, środkowa Wioletta Szkudlarek , która grała w Gwardii przed dwoma sezonami i opuściła klub po spadku do I ligi.

 

Lepiej w rundzie rewanżowej

 

Beniaminek najwyraźniej lubił napędzać stracha faworytom. Po trzech setach w Muszynie gwardzistki prowadziły 2:1. Niestety w kolejnych dwóch odsłonach wyglądało jakby na parkiecie grał zupełnie inny zespół, mistrzynie Polski dominowały i skończyło się na porażce wrocławianek w tie-breaku 7:15. Historia lubi się powtarzać, toteż rewanżowy pojedynek z Gedanią Żukowo przebiegał dokładnie tak jak pierwszy czyli popis gry Gwardii. W następnej kolejce Farmutil Piła wziął srogi odwet za sensacyjną porażkę. Zespół z Wrocławia skuteczny opór stawiał tylko w pierwszym secie. Historia znów się powtórzyła i w pojedynku z Centrostalem Bydgoszcz, wrocławianki ponownie przegrały 1:3. Wielkimi krokami zbliżały się decydujące mecze. Drużyna wciąż zajmowała siódme miejsce, jednak od dziewiątej Stali Mielec dzieliły ją zaledwie dwa punkty. Jedno potknięcie mogło zniweczyć wysiłek całego sezonu. Zwycięstwa z Calisią Kalisz oraz drużyną z Mielca dały Gwardii prawie pewne utrzymanie i pozwoliły działaczom, trenerom i zawodniczkom spać w miarę spokojnie. Gdy do Orbity przybył BKS Aluprof Bielsko-Biała, Gwardzistki jak zwykle w starciach w faworytkami pokazały pazurki i pozwoliły sobie na wygranie pierwszego (a jakże!) seta do 19, a także na zaciętą walkę w drugim. Niestety pary starczyło jedynie na dwie partie, następne to zdecydowana przewaga bielszczanek. Kolejny mecz to pojedynek pewne utrzymanie w ekstraklasie. Rywalem był AZS Białystok, sąsiad z tabeli. W pierwszych dwóch setach wrocławski zespól postawił na mocną zagrywkę, co było strzałem w dziesiątkę i przyniosło efekt w postaci prowadzenia 2:0. Aby nie było za łatwo, w następnych dwóch setach obudziły się podopieczne Dariusza Luksa . Zwycięzcę wyłonił tie-break, a dokładniej końcówka, bo walka toczyła się do ostatniej piłki. W roli głównej wystąpiła Katarzyna Mroczkowska i klub mógł zacząć już snuć plany na następny sezon wśród najlepszych. Wisienką na torcie był ostatni pojedynek z MKS Dąbrową Górniczą. Wrocławianki wygrały wysoko 3:0, co dało im szóste miejsce po rundzie zasadniczej. I tak oto beniaminek ze skromnym budżetem, bez wielkich nazwisk i z krótką ławką rezerwowych stanął do walki o medale.

 

Szóste miejsce i europejskie puchary

 

Pierwszą przeszkodę stanowił Farmutil Piła. Mało kto wierzył, że gwardzistki ją pokonają, dużym sukcesem byłoby odniesienie jednego zwycięstwa. Gwardia w pojedynczych setach nawiązywała wyrównaną walkę. W trzecim meczu w Twardogórze drużyna Jerzego Matlaka , praktycznie deklasując beniaminka, dobitnie udowodniła, kto jest drużyna lepszą. Pozostała gra o miejsca 5-8. Gwardia natrafiła na Gedanię Żukowo, którą w sezonie zasadniczym dwukrotnie zdecydowanie pokonała. W pierwszym meczu jednak Gedanistki pokazały, że runda play-off rządzi się własnymi prawami. Wrocławianki zdołały ugrać jedynie seta, w pozostałych musiały uznać wyższość rywalek. Rywalizacja przeniosła się do Wrocławia, gdzie gospodynie zafundowały swoim kibicom nie lada emocje. W pierwszej odsłonie zdecydowanie znów lepszy był zespół z Żukowa, co nie nastrajało optymistycznie. Jednak gwardzistki nie zamierzały się poddawać i dzięki skutecznej grze w bloku i mocnej zagrywce rozstrzygnęły dwa kolejne sety na swoją korzyść. W czwartym akcie wrzała zawzięta walka. Gospodyni nie wykorzystały kilku piłek meczowych. W myśl zasady, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść Gedanii. W tie-breaku Gwardia nie wypuszczała inicjatywy z rąk i zwyciężyła 15:12. W decydującym pojedynku ekipa gości ponownie wygrała pierwszego seta. Tylko pierwszego, bowiem w kolejnych zdecydowanie lepiej prezentowały się zawodniczki trenera Błaszczyka. Wygraną 3:1 zapewniły sobie walkę o piąte miejsce i jak się później okazało, jednocześnie udział w europejskich pucharach.

 

W pojedynku o piąte miejsce siatkarki beniaminka zmierzyły się z MKS Dąbrowa Górnicza. Już pierwszy mecz we Wrocławiu, wygrany w tie-breaku pokazał, ze nie będzie łatwo. Istotnie nie było. W drugim pojedynku gwardzistki nie były w stanie ugrać nawet seta. Ataki wrocławianek rozbijały się o szczelny blok rywalek, które skwapliwie wykorzystywały liczne kontry. W drugiej partii drużyna gości bliska była zwycięstwa, jednak skuteczny blok dąbrowianek pozbawił ją tej szansy. Trzeci decydujący mecz był niestety dla Gwardii wiernym odbiciem drugiego. Wrocławski zespół podjął walkę jedynie w drugim secie, jak się okazało bezskuteczną, bo końcówka należała do gospodyń. Wynik końcowy: dwie przegrane 0:3 i szóste miejsce. Leciutki niedosyt, bo jak zawsze mogło być lepiej…

 

Szósta pozycja zapewniła Gwardii udział w Challenge Cup. Na razie teoretycznie, bowiem nie wiadomo czy pozwoli na to budżet klubu. Na dobry początek wzmacniania drużyny do zespołu ściągnięto z Belgii 18-letnią Dominikę Sobolewską , grającą na pozycji środkowej. Kolejne transfery są niezbędne, jeśli wrocławski klub realnie myśli o poprawieniu osiągnięcia z tego sezonu, „prawdziwej” walce o medale czy o powrocie wielkiej siatkówki do stolicy Dolnego Śląska na dłużej niż jeden sezon.

 

Na koniec wracając do porównania z gdańskim Treflem, po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że nie gwiazdy i wielkie nazwiska grają i osiągają sukcesy…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ORLEN Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2009-05-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2016 Strefa Siatkówki All rights reserved