Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > nasze drużyny > Przepis na bardzo smocz(n)y turniej

Przepis na bardzo smocz(n)y turniej

W ubiegły weekend Kraków gościł uczestników zmagań o Złotego Smoka. W kategorii kobiet wygrała drużyna "Strefy Siatkówki". Serdecznie zapraszamy miłośników kulinariów do lektury przepisu na smocz(n)y turniej. Uwaga: przepis na co najmniej sto osób!

„… Weź mnóstwo zieleniny i nowalijek…”

To podstawa, wszak wiadomo nie od dziś, że smak wzbogaca możliwie jak najwięcej składników – tych używanych na codzień jak i tych – rzadko spotykanych, przywożonych z odległych stron. Dokładnie tak też było w przypadku IV Ogólnopolskiego Turnieju Wawelskiego Smoka – nie zabrakło lokalnych pojedynków – z ambicjami i „drugim dnem” długiej znajomości oraz drużyn, które przyjechały z daleka. Najprościej wspomnieć, że wśród panów pojawiły się zespoły z Bielska-Białej, Bydgoszczy, Gliwic, Tarnobrzegu, Łazisk, Zakopanego, Olkusza, Skoczowa oraz oczywiście krakowskie drużyny z Wandą, co to nie chciała Niemca ale bardzo, bardzo chciała smoka (wygrać) na czele.



Panie zjechały się z Kielc, Płocka, Andrychowa, Gliwic, Nowego Targu oraz z… internetu. Tak, tak – zawitała też reprezentacja portalu „Strefa siatkówki” i jeśli mogę sobie pozwolić na malutką dygresję, to tak nie całkiem wirtualne były to dziewczyny, troszkę też „cielesne”.

„… Dodaj trochę mięsiwa, żeby potrawa mocy nabrała…”

Taką wkładką mięsną był niewątpliwie udział siatkarzy o znanych nazwiskach oraz udział zawodniczek i zawodników trenujących na codzień w zespołach ligowych. Podniosło to niewątpliwie poziom rywalizacji i to bardzo. Z ogromną wręcz przyjemnością można było obserwować jak trzyma przyjęcie Zdzisław Jabłoński z Bielska, jak doskonałe piłki rzuca Grzegorz Wagner a także z jaką siłą i na jakim pułapie ciągle atakuje Marek Fornal. Osobiście powiem, że z ogromnym niedowierzaniem patrzyłem jak wyciągnięte zostały rzutem zagrywki z wyskoku, trafiające w siatkę i osuwające się po niej w piąty centymetr boiska. Cóż…… przecież nie dla pięknych oczu do kadry bywał powoływany pan Grzegorz.

„… Pokrój drobno i zamieszaj dokładnie…”

Turniej grano na dwóch salach i na trzech boiskach. Wypada zacząć od pań. Grały one w dwóch grupach na jednym boisku szkoły hutniczej na osiedlu Złota Jesień. W grupie porannej bezkonkurencyjne były „smoczyce” czyli zespół organizatorów turnieju. Nie sprostały im drużyny Mitexu Kielce (2 miejsce w grupie eliminacyjnej) oraz Płocka i „Kontry” Kraków. W grupie popołudniowej faworytkami były „Beskidzianki” z Andrychowa lecz musiały uznać wyższość – stosunkiem setów – dziewczyn z internetu. „Strefa Siatkówki” dowiodła, że kontuzja – skręcenie kostki i granie drugiego seta w pięć wcale nie musi być osłabieniem a wręcz przeciwnie – ambicja i chęć pokonania trudności pozwalają wygrać. Na dalszych miejscach uplasowały się Nowy Targ, Gliwice i „Iskra” Kielce. Zapomniałem wspomnieć wcześniej, że grało się dwa sety. W przypadku remisu decydowały stosunek setów i małych punktów.

W hali klubu sportowego „Wanda” rywalizowały w grupie eliminacyjnej zespoły męskie z Wandy Kraków, Olkusza, Bydgoszczy, Łazisk i Tarnobrzega. To była prawdziwa rzeźnia i walka „na całego”. Żaden z zespołów nie przeszedł jej „na sucho” a przed swoimi ostatnimi meczami cztery drużyny miały jeszcze szanse na awans. Ostatecznie pierwsze miejsce wywalczyła Wanda Kraków przed Łaziskami. Natomiast w hali szkoły hutniczej panowie grali w następującym zestawieniu – Bielsko-Biała, Gliwice, Zakopane (Zakopower – jak ich dopingowały dziewczyny), Skoczów oraz Apollo Kraków. Tu też nie było „łatwo, miło i przyjemnie” – trzeba było stoczyć zacięty bój z Bielskiem, które dzięki zgubieniu przez nas (Apollo) seta w meczu ze Skoczowem zajęło pierwsze miejsce w eliminacjach.

„… Dopraw do smaku…”

Taki turniej to impreza zarówno sportowa jak i towarzyska. Wiadomo, że Polak głodny to zły więc część nieoficjalna, ale jak najbardziej oczekiwana i pożądana, zaczęła się od ciepłego posiłku. Potem można było sobie obejrzeć trzeci odcinek rywalizacji Kraków – Hejnał Kęty w małopolskiej trzeciej lidze (póki co, Kęty wychodzą z niej bez porażki), pogadać, napić się piwa (bezalkoholowe – ale buja), pogadać ze znajomymi czy też założyć się o wynik zmagań finałowych. Co niektórzy szaleńcy zwani inaczej maratończykami albo stachanowcami (taki przedpotopowy iron-man) ruszyli nawet w tany i to tak skutecznie, że paru moich kolegów miało status „missing in action” jeszcze w niedzielę przed południem.

„… Ugotuj w sosie własnym do zarumienienia…”

O tak, sosu, znaczy potu było mnóstwo w niedzielę. Rumieńców też. Nie tylko zmęczenie o tym zadecydowało ale także stawka, zaciętość i poziom gry oraz „stare rachunki do wyrównania”.

U pań w jednym półfinale spotkały się zespoły Smoczyc i Beskidzianek. Obydwa zespoły przyzwyczajone do walk w finałach – tu wiedziały, że jedna z drużyn maksymalnie na brąz może liczyć. „Dziewczyny lubią brąz” – chyba jednak nie, bo walka była zażarta i na bardzo wysokim poziomie. Naprawdę przyjemnie się patrzyło jak „szarpią w polu” i jak ładnie poukładana to jest gra. Ostatecznie krakowianki zwyciężyły 2:1. Drugiego półfinału nie widziałem, jedynie dowiedziałem się, że jedna z zawodniczek „Mitexu” Kielce odniosła przykrą kontuzję kolana oraz że wygrała „Strefa”. Relacja z meczu finałowego przypominałaby sprawozdanie z walki bokserskiej, z co najmniej jednym knock-downem i zakończona podniesieniem się i wygraniem liczonego boksera. W tym wypadku piszę o zespole ‚Strefy Siatkówki’, który wygrał mecz, turniej i smoka. Chciałbym też docenić przeciwniczki, które pozwoliły – w imię „fair play”, uzupełnić skład strefowiczkom zawodniczką z Andrychowa.

W męskiej rywalizacji pora było wyjaśnić długie sobotnio-wieczorne rozważania i dyskusje, która grupa eliminacyjna była silniejsza. W pierwszym półfinale wynik wskazał na zespół z grupy grającej na hali „Wandy”. Bielszczanom widać nie udało się zastosować w praktyce hasła „jak nie można spać długo to trzeba szybko” bo jedynie w drugim secie nawiązali walkę z Łaziskami i polegli ostatecznie w tie-breaku. W drugim półfinale przyszło się zmierzyć dwóm drużynom z Krakowa. To oczywiście oznaczało większe emocje i motywację. Nikt nie wstrzymywał ręki, emocji nie zabrakło – nawet kilkakrotnie była zrywana siatka. Ostatecznie w tie-breaku więcej szczęścia mieliśmy my, co mnie bardzo cieszy.

Nie opuściło nas to szczęście również w finale i nie okazaliśmy się gościnnymi gospodarzami – złoty smok pozostanie w Krakowie.

„…Po prostu …..”

Zagraj czyli innymi słowy ‚i ja tam byłem, red-bulla i piwo piłem, zatańczyłem i zagrałem a co się dało – to Wam opowiedziałem”

Kobiety:

1. „Strefa Siatkówki” Warszawa
2. "Apollo-Smoczyce" Kraków
3. „Beskidzianki” Andrychów

Drużyna Strefy Siatkówki wystąpiła w składzie: Basia Szymańczak, Edyta Piekarska, Edyta Stępień, Luiza Szymańczak, Monika Skrzypczak, Paulina Polak.

Mężczyźni:

1. „Apollo” Kraków
2. "Elektrownia" Łaziska
3. "Wanda" Kraków

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
nasze drużyny, siatkówka amatorska

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved